Mój brat to
szaleniec, ale pozytywny
Jutro
pierwszy dzień w szkole po wakacjach. Sama nie wiem czy się cieszyć czy może
raczej płakać. Jak pomyślę o pani Dawins i panu George to aż mi się wymiotować
chce. Najgorsze zmory całego liceum! W tym roku jednak mam zamiar nie
przejmować się nimi, tylko iść przed siebie. Jakoś zawsze musiałam iść pod
komendę innych, ale teraz będzie kompletnie na odwrót. Niby zawsze byłam
niezależna, ale jakoś nikt nigdy tego nie dostrzegał. Zmienię to.
-Perrie, do
cholery jasnej, może byś łaskawie się do mnie odezwała?!- wparowała do mojego
pokoju Harriet Belown, moja najlepsza przyjaciółka. Przez kilka dni nie
odzywałam się do niej, a ona o mało co nie umrze z nieświadomości co się ze mną
dzieje. Współczuje jej przyszłym dzieciom.
-Daj spokój,
Harriet- powiedziałam do niej, podnosząc się leniwie z łóżka i zamykając nogą
drzwi.- Nie miałam czasu. Dobrze wiesz, że miałam warsztaty taneczne od rana do
wieczora.
-Tak wiem. W
tym tygodniu warsztaty taneczne, w poprzednim warsztaty plastyczne a w
następnym tygodniu wracasz w wielkim stylu na zajęcia gitary- odpowiedziała mi
lekceważąco Harriet, która miała długie, ciemnorude loki i ciemnozielone oczy,
które idealnie współgrały ze śniadą cerą. Harriet była tą, co jest uważana za
dziwaczkę, ale jednocześnie każdy pragnął się z nią przyjaźnić, kolegować, a
już na pewno być na etapie mówienia „cześć” na szkolnym korytarzu. Mimo że
wszyscy lubili nas obydwie, bez żadnego ‘’ale’’, to nie zawsze traktowali nas
tak samo. Nie lubiłam tego poróżnienia. Ja miałam długie blond włosy i
lawendowe oczy, a Harriet była uważana za rudzielca. Moim zdaniem jej wygląd
bardzo pasował do jej energicznego charakteru, a swoją urodę zawdzięcza głównie
irlandzkim korzeniom, o których niewiele ludzi wiedziało.
-Przynajmniej
się udzielam- zaśmiałam się, a Harrie ciężko opadła na łóżko zdejmując torbę z
ramienia. Miała dzisiaj na sobie szafirową sukienkę na krótki rękaw, sięgającą
do kolan i, jak na nią, obcisłą. Dziewczyna posłała mi piorunujący wzrok, a ja
się tylko zaśmiałam.
-Mamo!
Przynieś nam sok i coś słodkiego!- krzyknęłam z pokoju, nawet nie wysilając się
żeby wstać i otworzyć drzwi, lub samej ruszyć dupsko po napój i słodycze. Taka
już moja jakże cudowna natura. Oczywiście starałam się stać bardziej aktywna,
ale przez te wakacje stałam się mistrzem lenistwa.
-Perrie,
pomóż mi!- krzyknął mój brat Mike, który zawsze gdy czegoś potrzebował kazał mi
samej się do niego fatygować. Bez zastanawiania jest moim bratem w 100%, bo
lenistwo mamy chyba w krwi.
Poprosiłam
Harriet, żeby zaczekała chwilę, a ja poszłam do pokoju obok. Szybko otworzyłam
drzwi i powiedziałam:- Czego znowu chcesz? Mam gościa, więc się streszczaj, idioto.
-Jak mam
zapytać się Lux, czy pójdzie ze mną do kina?- zapytał Mike, po którym widać
było, że musi znać odpowiedź natychmiast, żeby zagadać do Lux. Lux Dylan, jedna
z najfajniejszych dziewczyn w szkole, ale młodsza ode mnie o 2 lata, a od
Mike’a- 1 rok. Mój brat przyjaźnił się z tą brązowooką szatynką od podstawówki
i nagle w liceum zdał sobie sprawę, że Lux jest idealnym materiałem na kolejną
dziewczyną. Tak, kolejną. Mike miał już chyba z 5 dziewczyn, w tym 2 były
naprawdę niesamowite, ale jedna się przeprowadziła, a druga postanowiła go
zostawić dla jakiegoś mięśniaka. Ja akurat uważam, że chłopcy trenujący karate
są dużo bardziej seksowni niż jacykolwiek futboliści, a Mike się do nich
zaliczał. Jego ciemno krucze włosy i niebieskie oczy hipnotyzowały miliony
bezbronnych dziewczyn, jednak on nie zdawał sobie z tego sprawy i uważał, że
one robią to specjalnie.
-Normalnie.
Tylko nie pisz. Zadzwoń. Najlepiej teraz- powiedziałam i wyrwałam mu telefon z
dłoni, wykręciłam numer do Lux i oddałam telefon z powrotem Mike’owi, a potem
odwróciłam się, by zobaczyć jego żałosną minę, puściłam do niego oczko,
wyszeptałam „powodzenia” i wyszłam z pokoju, zamykając drzwi.
Na korytarzu
spotkałam mamę, niosącą sok, szklanki i słodycze, więc przejęłam od niej te
rzeczy mówiąc:- Dzięki mamuś.
-Przepraszam
Cię, ale ja z nim nie wytrzymam- powiedziałam, otwierając nogą drzwi.
Postawiłam na stoliku picie, słodycze przeniosłam na łóżko, a następnie
zamknęłam z powrotem drzwi.- To na czym skończyłyśmy?
-Z tego co
pamiętam opieprzałam cię- zaśmiała się Harriet.
-W takim
razie, sprawdźmy jakie ciacha przychodzą do nas do szkoły, jacy odchodzą a jacy
byli, są i będą- zaśmiałam się i sięgnęłam laptop spod łóżka. Na stronie szkoły
sprawdziłyśmy listy klas i wszystkich nowych.
Głównie były
to małe knypki, nie sięgające nam dobrze do ramion, ale niektórzy z nich byli
naprawdę przystojni i wysocy, że nawet nie da się o nich powiedzieć, że są
nowi. Sprawdziłyśmy też chłopaków z ostatnich klas, czyli ten sam rocznik co ja
i Harriet.
Zrobiłyśmy z
Harrie wstępną listę najgorętszych chłopaków w szkole, a na tej liście znalazł
się między innymi Justin Steven- najprzystojniejszy chłopak od bardzo dawna i
oczywiście był na miejscu pierwszym. Znałam się z nim od początków liceum,
ponieważ razem uczęszczamy na francuski, historię, angielski, matematykę i
fizykę, także naprawdę bardzo często się widujemy. Kiedyś spotykaliśmy się po
szkole, ale mieliśmy przez to kłopoty, bo opuściliśmy się w nauce, nie dbając o
nic tylko o rozwijanie naszej znajomości.
Na drugim
miejscu znalazł się nasz przyjaciel James Forment, który uczęszczał na
wszystkie SKSy, organizowane w naszej szkole. Grał też na gitarze, pianinie i
perkusji. Nie wspomnę nawet o jego fantastycznym głosie i powodzeniem u
dziewczyn, nie tylko w szkole, ale i w całym mieście.
Dalsze
miejsca zmieniały się z roku na rok, ale te dwa były zarezerwowane właśnie dla
nich.
Nagle z
pokoju obok dobiegł krzyk radości. Tak, krzyk Mike’a. Mogę dać sobie głowę
uciąć, że Lux się zgodziła i pójdzie z nim na tą cholerną randkę, choćby nie
wiem co się działo. Spojrzałam po sobie z Harrie i wybuchnęłyśmy śmiechem, a
potem krzyknęłam:- Zamknij się, Mike.
Około 21
Harriet poszła do domu, a ja uszykowałam się na jutrzejsze rozpoczęcie roku i
położyłam się zmęczona spać.
Następnego
dnia Nina, moja mama, obudziła mnie i mojego brata. Miałam tylko półtorej
godziny na uszykowanie się, pięknie. Szybko wstałam, wzięłam ubrania i
pobiegłam do łazienki. Pierwsze co zrobiłam to złapałam za prostownicę i
podłączyłam ją do gniazdka, potem umyłam zęby i ubrałam się w białą, koszulową
tunikę i czarne dżinsy. Wyprostowałam włosy i spięłam je w wysoką kitkę,
zostawiając grzywkę na boku. Delikatnie się pomalowałam, tj. fluid, puder i
tusz do rzęs.
-Perrie,
ruszaj się. Nie chce się spóźnić- narzekał Mike.
-Lux ci nie
ucieknie. Jak kocha, to poczeka- powiedziałam, kończąc malowanie rzęs. Wzięłam
piżamę i wyszłam z łazienki dodając:- Łazienka już wolna, proszę pana.
Rzuciłam
piżamę na łóżko i wzięłam szafirową torbę, leżącą przy komodzie. Spakowałam do
niej telefon, szczotkę do włosów, kosmetyczkę, chusteczki i milion
niepotrzebnych nikomu rzeczy. Założyłam szafirowe, wysokie szpilki i zeszłam na
dół.
-Jak chcesz
podjechać po Harriet, to pospiesz Mike’a- powiedziała mama, pijąc pospiesznie
kawę. Zrobiłam sobie herbatę i spokojnie wypiłam, a w tym czasie Mike wybiegł z
łazienki.
-Jest już tak
późno, a nikt nie jest tak miły by mnie poinformować?!- powiedział, zbiegając
ze schodów i zakładając marynarkę. Wciągnął szybko buty i wszyscy wyszliśmy z
domu.
-Masz jakieś
wieści od taty?- zapytałam mamę, jadąc samochodem po Harriet.
-Jak na razie
tylko tyle, że do końca miesiąca jeszcze będzie musiał pracować w Irlandii, a
potem się zobaczy- odpowiedziała Nina. Mike nerwowo spoglądał w telefon, a ja o
mało nie zaczęłam się z niego śmiać. Po kilku minutach byliśmy po Harriet,
która założyła białą koszulową bluzkę z czarnymi guzikami, wkasaną w czarne
dżinsy, a do tego seledynowe szpilki i seledynowa torebka. Włosy miała dzisiaj
upięte w kuca, pozwalając swojej niesfornej grzywce spoczywać na jej czole.
Mama
podwiozła nas prosto pod szkołę i wszyscy wygramolili się z samochodu. Nina,
jako nauczycielka języków obcych pobiegła do szkoły, o mało się nie
przewracając. Ja z Harrie spokojnie szłyśmy, pozwalając chłopcom oglądać się za
nami, a Mike od razu zadzwonił do Lux.
_________________________________________
Ajj, i jak Wam się podoba pierwszy rozdział, Słoneczka? x
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz