niedziela, 5 maja 2013

Rozdział 1.


Mój brat to szaleniec, ale pozytywny
Jutro pierwszy dzień w szkole po wakacjach. Sama nie wiem czy się cieszyć czy może raczej płakać. Jak pomyślę o pani Dawins i panu George to aż mi się wymiotować chce. Najgorsze zmory całego liceum! W tym roku jednak mam zamiar nie przejmować się nimi, tylko iść przed siebie. Jakoś zawsze musiałam iść pod komendę innych, ale teraz będzie kompletnie na odwrót. Niby zawsze byłam niezależna, ale jakoś nikt nigdy tego nie dostrzegał. Zmienię to.
-Perrie, do cholery jasnej, może byś łaskawie się do mnie odezwała?!- wparowała do mojego pokoju Harriet Belown, moja najlepsza przyjaciółka. Przez kilka dni nie odzywałam się do niej, a ona o mało co nie umrze z nieświadomości co się ze mną dzieje. Współczuje jej przyszłym dzieciom.
-Daj spokój, Harriet- powiedziałam do niej, podnosząc się leniwie z łóżka i zamykając nogą drzwi.- Nie miałam czasu. Dobrze wiesz, że miałam warsztaty taneczne od rana do wieczora.
-Tak wiem. W tym tygodniu warsztaty taneczne, w poprzednim warsztaty plastyczne a w następnym tygodniu wracasz w wielkim stylu na zajęcia gitary- odpowiedziała mi lekceważąco Harriet, która miała długie, ciemnorude loki i ciemnozielone oczy, które idealnie współgrały ze śniadą cerą. Harriet była tą, co jest uważana za dziwaczkę, ale jednocześnie każdy pragnął się z nią przyjaźnić, kolegować, a już na pewno być na etapie mówienia „cześć” na szkolnym korytarzu. Mimo że wszyscy lubili nas obydwie, bez żadnego ‘’ale’’, to nie zawsze traktowali nas tak samo. Nie lubiłam tego poróżnienia. Ja miałam długie blond włosy i lawendowe oczy, a Harriet była uważana za rudzielca. Moim zdaniem jej wygląd bardzo pasował do jej energicznego charakteru, a swoją urodę zawdzięcza głównie irlandzkim korzeniom, o których niewiele ludzi wiedziało.
-Przynajmniej się udzielam- zaśmiałam się, a Harrie ciężko opadła na łóżko zdejmując torbę z ramienia. Miała dzisiaj na sobie szafirową sukienkę na krótki rękaw, sięgającą do kolan i, jak na nią, obcisłą. Dziewczyna posłała mi piorunujący wzrok, a ja się tylko zaśmiałam.
-Mamo! Przynieś nam sok i coś słodkiego!- krzyknęłam z pokoju, nawet nie wysilając się żeby wstać i otworzyć drzwi, lub samej ruszyć dupsko po napój i słodycze. Taka już moja jakże cudowna natura. Oczywiście starałam się stać bardziej aktywna, ale przez te wakacje stałam się mistrzem lenistwa.
-Perrie, pomóż mi!- krzyknął mój brat Mike, który zawsze gdy czegoś potrzebował kazał mi samej się do niego fatygować. Bez zastanawiania jest moim bratem w 100%, bo lenistwo mamy chyba w krwi.
Poprosiłam Harriet, żeby zaczekała chwilę, a ja poszłam do pokoju obok. Szybko otworzyłam drzwi i powiedziałam:- Czego znowu chcesz? Mam gościa, więc się streszczaj, idioto.
-Jak mam zapytać się Lux, czy pójdzie ze mną do kina?- zapytał Mike, po którym widać było, że musi znać odpowiedź natychmiast, żeby zagadać do Lux. Lux Dylan, jedna z najfajniejszych dziewczyn w szkole, ale młodsza ode mnie o 2 lata, a od Mike’a- 1 rok. Mój brat przyjaźnił się z tą brązowooką szatynką od podstawówki i nagle w liceum zdał sobie sprawę, że Lux jest idealnym materiałem na kolejną dziewczyną. Tak, kolejną. Mike miał już chyba z 5 dziewczyn, w tym 2 były naprawdę niesamowite, ale jedna się przeprowadziła, a druga postanowiła go zostawić dla jakiegoś mięśniaka. Ja akurat uważam, że chłopcy trenujący karate są dużo bardziej seksowni niż jacykolwiek futboliści, a Mike się do nich zaliczał. Jego ciemno krucze włosy i niebieskie oczy hipnotyzowały miliony bezbronnych dziewczyn, jednak on nie zdawał sobie z tego sprawy i uważał, że one robią to specjalnie.
-Normalnie. Tylko nie pisz. Zadzwoń. Najlepiej teraz- powiedziałam i wyrwałam mu telefon z dłoni, wykręciłam numer do Lux i oddałam telefon z powrotem Mike’owi, a potem odwróciłam się, by zobaczyć jego żałosną minę, puściłam do niego oczko, wyszeptałam „powodzenia” i wyszłam z pokoju, zamykając drzwi.
Na korytarzu spotkałam mamę, niosącą sok, szklanki i słodycze, więc przejęłam od niej te rzeczy mówiąc:- Dzięki mamuś.
-Przepraszam Cię, ale ja z nim nie wytrzymam- powiedziałam, otwierając nogą drzwi. Postawiłam na stoliku picie, słodycze przeniosłam na łóżko, a następnie zamknęłam z powrotem drzwi.- To na czym skończyłyśmy?
-Z tego co pamiętam opieprzałam cię- zaśmiała się Harriet.
-W takim razie, sprawdźmy jakie ciacha przychodzą do nas do szkoły, jacy odchodzą a jacy byli, są i będą- zaśmiałam się i sięgnęłam laptop spod łóżka. Na stronie szkoły sprawdziłyśmy listy klas i wszystkich nowych.
Głównie były to małe knypki, nie sięgające nam dobrze do ramion, ale niektórzy z nich byli naprawdę przystojni i wysocy, że nawet nie da się o nich powiedzieć, że są nowi. Sprawdziłyśmy też chłopaków z ostatnich klas, czyli ten sam rocznik co ja i Harriet.
Zrobiłyśmy z Harrie wstępną listę najgorętszych chłopaków w szkole, a na tej liście znalazł się między innymi Justin Steven- najprzystojniejszy chłopak od bardzo dawna i oczywiście był na miejscu pierwszym. Znałam się z nim od początków liceum, ponieważ razem uczęszczamy na francuski, historię, angielski, matematykę i fizykę, także naprawdę bardzo często się widujemy. Kiedyś spotykaliśmy się po szkole, ale mieliśmy przez to kłopoty, bo opuściliśmy się w nauce, nie dbając o nic tylko o rozwijanie naszej znajomości.
Na drugim miejscu znalazł się nasz przyjaciel James Forment, który uczęszczał na wszystkie SKSy, organizowane w naszej szkole. Grał też na gitarze, pianinie i perkusji. Nie wspomnę nawet o jego fantastycznym głosie i powodzeniem u dziewczyn, nie tylko w szkole, ale i w całym mieście.
Dalsze miejsca zmieniały się z roku na rok, ale te dwa były zarezerwowane właśnie dla nich.
Nagle z pokoju obok dobiegł krzyk radości. Tak, krzyk Mike’a. Mogę dać sobie głowę uciąć, że Lux się zgodziła i pójdzie z nim na tą cholerną randkę, choćby nie wiem co się działo. Spojrzałam po sobie z Harrie i wybuchnęłyśmy śmiechem, a potem krzyknęłam:-  Zamknij się, Mike.
Około 21 Harriet poszła do domu, a ja uszykowałam się na jutrzejsze rozpoczęcie roku i położyłam się zmęczona spać.
Następnego dnia Nina, moja mama, obudziła mnie i mojego brata. Miałam tylko półtorej godziny na uszykowanie się, pięknie. Szybko wstałam, wzięłam ubrania i pobiegłam do łazienki. Pierwsze co zrobiłam to złapałam za prostownicę i podłączyłam ją do gniazdka, potem umyłam zęby i ubrałam się w białą, koszulową tunikę i czarne dżinsy. Wyprostowałam włosy i spięłam je w wysoką kitkę, zostawiając grzywkę na boku. Delikatnie się pomalowałam, tj. fluid, puder i tusz do rzęs.
-Perrie, ruszaj się. Nie chce się spóźnić- narzekał Mike.
-Lux ci nie ucieknie. Jak kocha, to poczeka- powiedziałam, kończąc malowanie rzęs. Wzięłam piżamę i wyszłam z łazienki dodając:- Łazienka już wolna, proszę pana.
Rzuciłam piżamę na łóżko i wzięłam szafirową torbę, leżącą przy komodzie. Spakowałam do niej telefon, szczotkę do włosów, kosmetyczkę, chusteczki i milion niepotrzebnych nikomu rzeczy. Założyłam szafirowe, wysokie szpilki i zeszłam na dół.
-Jak chcesz podjechać po Harriet, to pospiesz Mike’a- powiedziała mama, pijąc pospiesznie kawę. Zrobiłam sobie herbatę i spokojnie wypiłam, a w tym czasie Mike wybiegł z łazienki.
-Jest już tak późno, a nikt nie jest tak miły by mnie poinformować?!- powiedział, zbiegając ze schodów i zakładając marynarkę. Wciągnął szybko buty i wszyscy wyszliśmy z domu.
-Masz jakieś wieści od taty?- zapytałam mamę, jadąc samochodem po Harriet.
-Jak na razie tylko tyle, że do końca miesiąca jeszcze będzie musiał pracować w Irlandii, a potem się zobaczy- odpowiedziała Nina. Mike nerwowo spoglądał w telefon, a ja o mało nie zaczęłam się z niego śmiać. Po kilku minutach byliśmy po Harriet, która założyła białą koszulową bluzkę z czarnymi guzikami, wkasaną w czarne dżinsy, a do tego seledynowe szpilki i seledynowa torebka. Włosy miała dzisiaj upięte w kuca, pozwalając swojej niesfornej grzywce spoczywać na jej czole.
Mama podwiozła nas prosto pod szkołę i wszyscy wygramolili się z samochodu. Nina, jako nauczycielka języków obcych pobiegła do szkoły, o mało się nie przewracając. Ja z Harrie spokojnie szłyśmy, pozwalając chłopcom oglądać się za nami, a Mike od razu zadzwonił do Lux. 
_________________________________________
Ajj, i jak Wam się podoba pierwszy rozdział, Słoneczka? x 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz