Nocowanie
czas zacząć
Zadzwoniliśmy
do domu Jusa. Otworzyła nam Ashley Steven- mama Justina.
-Wejdzie.
Justin czeka na was u siebie- uśmiechnęła się trzydziestosiedmioletnia kobieta o jasnej karnacji, brązowych włosach i ciemnych oczach. Wpuściła nas do domu.
My jedynie ściągnęliśmy buty i poszliśmy na górę do pokoju Justina, który
znajdował się na końcu dość długiego korytarza. W jego domu zawsze czuć było
słodki zapach wanilii. W łazience zawsze pachniało lawendą, a w pokoju Justina
czuło się nutkę pomarańczy.
Weszliśmy do
jego pokoju. Akurat Jus leżał na łóżku i słuchał muzyki.
-Cześć,
Justin!- wypalił James i przybił piątkę z przyjacielem. Ja podeszłam do
chłopaka i przytuliłam go delikatnie. Odstawiliśmy gitary i usiedliśmy. James
na podłodze, Justin na łóżku a ja na fotelu. W sumie to nie siedzieliśmy
grzecznie jak te dzieci, tylko rozłożyliśmy się. Moje nogi zwisały za
podłokietnikiem, Justin leżał na łóżku, a James rozwalił się na podłodze jak
pasztetowa na słońcu.
-Nie chce mi
się grać- odezwał się w końcu Justin.- Musimy grać?
-Nie!-
powiedziałam równo z Jamesem. Spojrzeliśmy po sobie i wybuchnęliśmy śmiechem, a
Jus zaczął nucić pod nosem jakąś piosenkę.
-Justin, ja
już jadę do dziadków i nie będzie mnie przez cały weekend, a może dłużej. Jak
coś to dzwoń- oznajmiła nam mama Justina. Jego rodzice rozwiedli się, gdy
Justin miał 6 lat. Nadal rozmawia z tatą i podtrzymuje z nim kontakt, ale my,
jako jego przyjaciele, nigdy go nie poznaliśmy. Jus obiecał, że kiedyś
pojedziemy do jego domku letniskowego i poznamy go oraz spędzimy bardzo dużo
czasu razem.
Justin
przerzucił muzykę ze swoich słuchawek na radio i gdy tylko usłyszał zamknięcie
drzwi frontowych od razu podgłosił ją na cały dom.
Czy ja
mówiłam już o wyglądzie Justina? Chyba nie. Miał ciemne, brązowe włosy, z
długości mniej więcej takie jak James. Cerę i ciemne oczy odziedziczył po matce-
Ashley. Kąciki ust podniesione były lekko do góry, a na jego twarzy zawsze
gościł uśmiech. No, chyba ze coś naprawdę złego się działo. Ogólnie Justin był
wiecznym optymistą. Miał silnie zbudowaną sylwetkę, głównie dlatego, że ćwiczył
karate i kosza oraz widać go było na zajęciach piłki ręcznej. Grał na gitarze
od 8. roku życia, a więc już prawie 10 lat. Wszystkie dziewczyny w szkole i w
mieście wzdychały na jego widok, ale jedynymi, jakimi się interesował, gadał i
spędzał czas, to byłam ja, Harriet i Lexi.
-Głodny
jestem- stwierdził James, podnosząc się z podłogi. Wieczny głodomór.
-Zamówmy
pizzę- stwierdził Justin i wziął do ręki telefon. Zamówił pizzę, a potem
popatrzył na nas. Wykrzywił głowę w lewo, potem w prawo i zaśmiał się.
-Z czego się
tak cieszysz, głąbie?- zaśmiałam się i spojrzałam na Justina.
-Śmiesznie
wyglądacie- odpowiedział.- Ej, dzisiaj jest piątek, prawda?
-No tak. A co
chcesz zrobić?- zapytał James, zabawnie poruszając brwiami.
-Chata wolna,
mama wróci po weekendzie- zaczął Justin.- Pomyśl trochę, wysil się i będziesz
wiedział o co mi chodzi- zaśmiał się chłopak.
James
uśmiechnął się porozumiewawczo do Justina, a potem obydwoje spojrzeli na mnie.
Mnie się o zdanie pytać nie muszą. Ja tam zawsze jestem chętna!
~
-Idźcie do
tego sklepu wreszcie. Ja pójdę się przebrać i oznajmię ludziom o imprezie-
zaproponowałam, gdy chłopcy wszystko szykowali, ale nic im się nie udawało. Na
środku kuchni w domu Justina stał blat i na nim postawiliśmy czerwone kubki,
alkohol i przekąski. Jeszcze chłopcy musieli iść po jakieś napoje i dopiero
moglibyśmy uznać, ze wszystko gotowe. W wielkim salonie stała wieża i kino
domowe, więc poszperaliśmy u Justina w pokoju i znaleźliśmy dużo płyt ze
świetną muzyką.
-Dobra, to ja
z Jamesem idziemy i jak kogoś spotkamy to ich zaprosimy. Ty też- oznajmił
Justin.- Pamiętaj, żeby wyglądać jeszcze lepiej niż zwykle!- zaśmiał się i
razem wyszliśmy z domu Jusa.
Poszłam, wręcz pobiegłam, do domu. Wparowałam od razu i
oznajmiłam mamie, że przyszłam się tylko przebrać, a potem idę na nocowanie z
Lexi, Harriet i Jamesem do Justina. Zawsze mówiliśmy rodzicom, że idziemy do
kogoś nocować, gdy tak naprawdę robiliśmy imprezę. Nigdy nas nie nakryli i
lepiej żeby tak zostało.
Wbiegłam po ciemnobrązowych schodach do mojego pokoju i
wyrzuciłam wszystkie ubrania z szafy. W międzyczasie podzwoniłam po ludziach i
oznajmiłam, że jest impreza. Przejrzałam wszystkie ciuchy z szafy i kompletnie
nie miałam pojęcia w co się ubrać, więc zadzwoniłam po Harriet i Lexi.
Dziewczyny po 10 minutach przyjechały już uszykowane na nocowanie, a raczej
imprezę.
-Załóż to!- powiedziała Lexi, pokazując niebieską
sukienkę, bardzo opiętą.
-Nie. Nie chce wyglądać puszczalsko- odpowiedziałam Lex i
szukałam dalej.
-E, co się tu dzieje?!- zapytał Mike, gdy wszedł do mnie
do pokoju. ZNOWU bez pukania. Szybko wstałam i zamknęłam drzwi.
-Mógłbyś łaskawie nie krzyczeć?- zapytałam go szeptem.-
Dzisiaj jest nocowanie u Justina.
-Też mogę iść?- zapytał, robiąc zbyt słodką minę. Mike
wiedział co znaczy nocowanie, bo nieraz wychodził ze mną. Skinęłam głową, a on
zaczął cieszyć się jak opętany, a potem wyszedł z pokoju i poszedł się ubierać.
-Załóż tę- powiedziała Harrie, pokazując mi śliczną,
ciemnozieloną sukienkę na ramiączkach, delikatnie obcisłą i sięgającą przed
kolana.
-Harrie, ale ja nie lubię tej sukienki- stwierdziłam,
patrząc na przyjaciółkę. Wiedziałam, że bardzo jej się ta sukienka podoba.- Weź
ją- uśmiechnęłam się.
-Przecież dzisiaj nie mamy Sezonowej Nocy Wymieniania Się
Ubraniami- powiedziała Harriet. SNWSU to był nasz zwyczaj od kiedy zaczęłyśmy
się przyjaźnić. Przychodziłyśmy na koniec sezonu do jednej na noc, biorąc ze
sobą ubrania na sezon kolejny i wymieniałyśmy się nimi albo je sobie dawałyśmy.
Zawsze każda miała coś nowego.
-Oj tam. Przestań- zaśmiałam się i założyłam malinową
sukienkę odcinaną w talii z lekkim, krótkim rękawem, rozszerzaną ku dołowi i
sięgającą do połowy ud.
-Ta. Sukienka. Jest. Boska- stwierdziła Lexi, wstając.
Poprawiła przy okazji swoją czarną, obcisłą miniówkę i szare zakolanówki. Strój
dopełniała luźna, wkasana w spódniczkę w kolorze morskim bluzka.
-Pezz, mogę założyć tą sukienkę?- zapytała Harrie,
wskazując na ciemnozieloną sukienkę. Skinęłam głową i uśmiechnęłam się. Ubrałam
się szybko, założyłam czarne baleriny i sprzątnęłam w domu. Wzięłam torbę,
którą wypchałam rzeczami na nocowanie i schowałam do niej cieliste szpilki na
platformie oraz kosmetyki. Założyłam płaszczyk i razem z dziewczynami i Mikem
wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy w samochód Harriet i pojechaliśmy do Justina.
Chłopcy już wszystko przygotowali i czekali na nas. W
samochodzie przebrałyśmy buty, więc byłyśmy ubrane już jak na imprezę.
Wzięłyśmy torby z rzeczami i weszłyśmy do domu Justina.
-No hej!- krzyknęły dziewczyny na wejściu.
-Gdzie możemy zostawić torby na nocowanie?- zaśmiała się
Harriet, a Justin wskazał im swój pokój. Poszłyśmy wszystkie i odłożyłyśmy
torby oraz ostatecznie się uszykowałyśmy. Mike przyniósł swoją torbę i zszedł
na dół pomagać chłopakom.
-Boże, wyglądamy pięknie!- zachwycała się Lexi, a ja z
Harrie zaczęłyśmy się z niej śmiać.
Zeszłyśmy na dół i okręciłyśmy się.
-Możemy tak wystąpić?- zapytałyśmy, a chłopcy stali jak
posągi. W końcu James odpowiedział:- Pewnie, że tak!
Zauważyłam jak Justin patrzy się na mnie. Jeszcze chwila
i by mu ślinka pociekła z tych pięknych ust. Ale nie mogę o tym myśleć.
Przecież Justin jest tylko moim przyjacielem. Ja nie mogę być w nim zakochana,
a on nie może być zakochany we mnie. Bo jeśli znowu się w sobie zakochamy i
zerwiemy to trudno będzie być znowu przyjaciółmi, prawda?
Po chwili usłyszeliśmy pierwszy dzwonek do drzwi.
-CZAS ZACZĄĆ IMPREZĘ!- krzyknęliśmy wspólnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz